|
11 maja 1996 roku Tomasz Lis (wówczas korespondent TVP w USA) wracał z urlopu na Florydzie do Waszyngtonu. Miał wybrać połączenie samolotem linii ValuJet 592, która oferowała najniższe ceny biletów. Zaplanował lot z Miami do Waszyngtonu, z międzylądowaniem w Atalncie. Jednak w ostatniej chwili na lotnisku Tomasz Lis zorientował się, że lecąc konkurencyjnymi liniami Continental za bilety zapłaci o 60 dolarów mniej. Wybrał tańszego przewoźnika. Kilka chwil później przekonał się, że warto oszczędzać.
Czekając na lotnisku na swój lot, oglądał transmisję meczu koszykówki. W pewnym momencie transmisja została przerwana przez serwis informacyjny. Media poinformowały, że samolot lini ValuJet, który wystartował z Miami pół godziny wcześniej, rozbił się w bagnach Everglades. Był to dokładnie ten sam lot, którym miał wracać Tomasz Lis z żoną. Pechowy samolot został wyprodukowany w 1969 roku - miał prawie 30 lat. Wylatał wiele godzin. Samolot wystartował w lot z Miami do Atlanty. O godzinie 14:10, pasażerowie w kabinie pasażerskiej poczuli dym i zaczęli się dusić. Ogień prawdopodobnie pojawił się w luku bagażowym. Maszyna straciła kontrolę i wznosiła się na poziom 3000 metrów. Kilka minut później wszyscy na pokładzie zostali zaczadzeni (w tym piloci) i samolot zaczął spadać. Samolot rozbił się na pełnych aligatorów bagnach Everglades. Zginęło 110 pasażerów. Znalezienie ludzkich ciał graniczyło z cudem, a akcja ratunkowa była niezywkle skomplikowana. Sprawa tej katastrofy, a także samolotów ValuJet (linia lotnicza już dziś nie istnieje) była tematem numer jeden w USA przez wiele dni.
W swojej książce List z Ameryki Tomasz Lis pisał później: Jeśli piszę te słowa, to tylko dlatego, że mam wielkie szczęście. Gdybym go nie miał, razem z żoną w maju 1996 roku zginąłbym w wypadku lotniczym, a nikt nie znalazłbym nawet fragmentów naszych zwłok. Na zdjęcia po lewej stronie widać feralny samolot ValuJet (zdjęcie zrobione na rok przed katastrofą), a poniżej bagna Everglades i trwającą akcję ratunkową.
|