|
| Tomasz Lis w TVN (1997-2004) |
| poniedziałek, 05 stycznia 2009 20:48 |
|
Krótka rozmowa z Mariuszem Walterem W 1997 do Tomasza Lisa dzwoni prezes Mariusz Walter i proponuje mu pracę w nowowstającej telewizji TVN. Tomasz Lis pyta wówczas, czym miałby się w tej telewizji zajmować. Walter odpowiada: A w jakiej roli pan siebie widzi? Wówczas Lis stwierdza, że bardzo chciałby prowadzić autorski dziennik od poniedziałku do piątku - tak jak dzieje się to w Ameryce. Prezes Walter bez chwili namysłu zgadza się. Tomasz Lis ma ogromnie wątpliwości co zrobić. Nie wie, czy TVN za jakiś czas będzie nadal istnieć, czy wszystko się dobrze potoczy. Pewien jest tylko jednego. W upolitycznionej TVP nie ma już dla niego miejsca. Postanawia zaryzykować. Na bazie amerykańskich doświadczeń Tomasz Lis przygotowuje specjalną instrukcję dla nowych reporterów TVN. Wiele godzin spędza na tłumaczeniu na czym polega dramaturgia i sensacja w telewizji. Tłumaczy, jak robić materiały, jak dobierać zdjęć, jak pisać tekst, jakie powinno być pierwsze zdanie. Mówi o tym, że widzom należy sprawę wytłumaczyć, a kontekst objaśnić, przystępując do realizacji materiału, musimy dokładnie wiedzieć nie tylko, o czym chcemy mówić, ale i co chcemy powiedzieć. W instrukcji dla reporterów TVN Tomasz Lis pisał także: Telewizja to percepcja, dlatego tak ważne są szczegóły. Zawartość jest ważna dopiero wtedy, gdy klient, zachęcony opakowaniem, zachce je zbadać. Opakowanie w dużym stopniu stanowimy my sami. To my swoim wyglądem i sposobem mówienia nadajemy naszym słowom wiarygodność albo je jej pozbawiamy. Wchodzimy do mieszkań setek tysięcy. Jesteśmy gośćmi i chcemy okazać gospodarzom szacunek. (...) Zasadą musi być spokojna elegancja. (...) Marynarka, krawat, koszula, włosy pamiętające fryzjera i grzebień to konieczność. W Nie tylko fakty Lis pisał: Dać milionom Polaków wiarygodny dziennik, źródło informacji, któremu będą mogli wierzyć. Stworzyć standardy niezależności i obiektywizmu, a potem stać na ich straży, nikomu się nie dać, nikomu nie jeść z ręki. Satysfakcję i siłę czerpać z uznania widzów, mierzonego ich zaufaniem i ich oglądaniem, a więc reklamami przed i po programie. Stworzyć dziennik, z którego będziemy dumni, ale z którego dumni będą też widzowie. Wielkie marzenia, dużo idealizmu. Pierwszy autorski dziennik 3 października 1997 "Fakty" były pierwszym programem, który obejrzeli widzowie zaproszeni na inaugurację nowej stacji. Od samego początku był to sztandarowy program stacji, który miał się kojarzyć z TVN, a jego redakcja uchodziła za najbardziej prestiżową wśród pracowników. Ekipa "Faktów" jako jedyna miała swój własny faktowy stolik w telewizyjnej stołówce. "Fakty" już na starcie zaskoczyły widzów i konkurencję, nową, niespotykaną do tego czasu w Polsce formułą. Co najważniejsze, był to program autorski, a główną w nim rolę odgrywa prowadzący, który jest wizytówką nie tylko programu, ale i całej stacji. W "Faktach" rola prowadzącego Tomasza Lisa została maksymalnie wyeksponowana. Lis nie tylko sam sobie pisał teksty, ale miał decydujący wpływ na dobór i kształ materiałów do dziennika. Ważne było także to, że Lis jako anchor był doskonale zorientowany w prezentowanych tematach. Zaskakiwał trafnymi puentami. Tomasz Lis był główną twarzą programu. Dawał mu wiarygodność, wielokrotnie o tę wiarygodność walczył. Tomasz Lis rewolucjonizuje polskie dzienniki Prof. Wiesław Godzin w książce 30 najważniejszych programów TV w Polsce tak opisuje "Fakty": TVN wprowadził zdecydowanie lżejszą formułę, którą przejęły następnie inne serwisy informacyjne. "Fakty" jako pierwsze wprowadziły na przykład tzw. Vorszpany (krótkie zapowiedzi najwazniejszych tematów), a innowację tę w krótce podchwyciły "Wiadomości". Zasługą "Faktów" jest także pojawienie się w polskich dziennikach puent wypowiadanych przez reporterów i umieszczanych na końcu bądź w środku przygotowanego materiału. Tzw. stand-upy są obecnie ulubionym elementem pakietu reporterskiego dziennikarzy TVN. Rzecz polega na tym, by informację doprawić komentarzem celnym i ostrym, a stacja dysponuje reporterami, którzy robią to w sposób sprawny. Godzic pisał także: Warto zwrócić uwagę na elementy graficzne, które coraz szerzej wprowadzane są do programów informacyjnych dla urozmaicenia podawanej treści. Plansze, wykres, schematy, mapy chętnie stosowane przez "Fakty", równie chętnie zaadaptowane przez "Wiadomości", a niedawno także przez "Wydarzenia". To niezwykle sugestywny element oddziaływania na widza. Za sprawą rewolucji, jakiej dokonał TVN na polskim rynku, w programach informacyjnych zaczęła się pojawiać postać prezentera-komentatora. Jak dziś wiadomo - zaryzykować było warto. Tomasz Lis stworzył najlepszy w Polsce program informacyjny, postawił kres nieśmiertelnej 19:30, pokazał na czym polega prawdziwe dziennikarstwo. Udowodnił również z jakim rozmachem można przygotować dziennik i że można być wszędzie tam gdzie dzieje się coś ważnego. Stworzył najbardziej zgrany i profesjonalny zespół reporterów w Polsce. To on jest twórcą niepowtarzalnego i niedoścignionego wizerunku "Faktów". Sukces jego programu przyczynił się też do sukcesu całego TVN i tworzącego się TVN24. Trudne początki Przez kilka pierwszych miesięcy oglądalność "Faktów" była na granicy błędu statystycznego. Tomasz Lis ze swoim zespołem nieustannie uczyli się tworzyć dziennik i z dnia na dzień byli coraz lepsi. Coraz sprawniejsze wejścia na żywo, dużo ekskluzywny informacji, goście w studiu, świetne puenty Tomasza Lisa, profesjonalne materiały coraz bliższe ideałowi. Z każdym dniem było coraz lepiej, ale za jakością dziennika niekoniecznie w parze szła oglądalność. W maju 1998 roku prezes Mariusz Walter podjął decyzję o przesunięciu "Faktów" na godzinę 19:00. Jak się później okazało była to świetna decyzja. W Nie tylko fakty Tomasz Lis pisał: Kto by pomyślał, że już za kilka lat w Wiadomościach wydawcy na pytanie reporterów, jak mają zrobić materiał, odpowiedzą "tak jak w Faktach". Kto by pomyślał, że za kilka lat każdy kto chociażby przetarł się o Fakty będzie czołową gwiazdą Wiadomości (chociażby Michał Adamczyk, czy Olimpia Górska). Pierwszym dużym wydarzeniem politycznym w historii Faktów było powołanie rządu Jerzego Buzka. Faktom udało się nawet namówić Buzka, aby to właśnie w TVN udzielił pierwszego wywiadu. W sierpniu 1998 "Fakty" miały 4 proc. udziałów w rynku. We wrześniu 5 proc. W październiku - 6 proc. Fakty nabierały rozpędu. 16 września z okazji wyborów w Niemczech "Fakty" zostały nadane właśnie z Berlina. Tomasz Lis wspomina to tak: Lata później takie "Fakty" wyjazdowe robiliśmy w trzydzieści osób. Wóz transmisyjny, agregat prądotwórczy, operatorzy, dźwiękowcy, montażyści, realizatorzy, oświetleniowcy, dziennikarze, producenci. Cała silna ekipa. Ale to było lata później. Do Berlina wybraliśmy się w piątkę. Kolejne specjalne wydanie "Faktów" nadano 16 października 1998 roku z Rzymu z okazji 20. rocznicy pontyfikatu Jana Pawła II. Przez kolejne miesiące w dalszym ciągu powoli, ale jednak rosła, oglądalność "Faktów". Przyszedł czas na nagrody. W 1999 roku Tomasz Lis otrzymał kolejnego Wiktora dla najlepszego dziennikarza. Odbierają nagrodę mówił: Na przykład wczoraj, tam gdzie można oglądać TVN, mieliśmy ponad trzy czwarte oglądalności Wiadomości. I to wszystko po półtora roku. Zapraszam na Fakty, o dziewiętnastej. W kwietniu 1999 roku Tomasz Lis z ekipą Faktów relacjonowali szczyt NATO w USA. Dwa miesiące później "Fakty" relacjonowały papieską pielgrzymkę do Polski. Były to również specjalne wydania spoza studia: specjalna grafika, wyjątkowe miejsca, okolicznościowe materiały i mnóstwo wejść na żywo. Nadano wówczas "Fakty" z Sopotu, z Warszawy, z Placu Zamkowego i z Krakowa. Test niezależności zdany na szóstkę We wrześniu 1999 roku reporter Faktów - Mirosław Rogalski nagrał w Charkowie zdjęcia pijanego prezydenta Kwaśniewskiego. Na emisję materiału nie zgodził się prezes TVN Mariusz Walter. Kasetę z nagraniem schwał do sejfu. Na drugi dzień o sprawie nie wspomniała ani prasa, ani telewizja. Ta publiczna ze względów politycznych. Ta prywatna także bała się konsekwencji. Prezes TVN mógł obawiać się kar od KRRiTV, w której wówczas zasiadali czołowi politycy lewicy, czy problemów z przedłużeniem koncesji dla TVN. Elementarna uczciwość wymagała, by powiedzieć o tym, co się stało - wspomina Tomasz Lis. W ciągu następnych dni Tomasz Lis nieustannie rozmawiał z prezesem Walterem i różnymi sposobami próbował go przekonać do emisji nagrania. Lis argumentował, że stawką w tej grze jest budowana od dwóch lat wiarygodność Faktów. W końcu prezes Walter uległ, pod warunkiem, że przedstawiciel Kancelarii Prezydenta po materiale będzie miał możliwość wypowiedzenia się. Lis wspomina to wydarzenie w następujący sposób: Byłem Mariuszowi Walterowi wdzięczny. Za co - powie ktoś, przecież dziennikarska uczciwość nie pozostawiała wyboru, trzeba to było dać i tyle. Zgoda, tylko że tak on, jak i ja wiedzieliśmy, że na placu boju zostaniemy prawdopodobnie sami. Że oprócz nas nikt tego materiału nie da. Że ludzie prezydenta naprawdę się zdenerwują. Że rada może zacząć TVN-owi podstawiać nogi. Fakty pokonują Wiadomości 2 stycznia 2000 roku tam, gdzie można było odbierać TVN "Fakty" miały większą oglądalność niż "Wiadomości". W marcu 2000 roku Tomasz Lis przygotowywał wyjazdowe "Fakty" z Jerozolimy i Moskwy. 2000 rok to także wybory prezydenckie i relacje z przebiegu kampanii w "Faktach". W czasie kampanii wyborczej sztab Mariana Krzaklewskiego pokazał film, w którym było widać prezydenckiego ministra Marka Siwca wychodzącego z helikoptera i całującego ziemię. Doszło do podobnej sytuacji, jak przy sprawie Charkowa. Prezes Walter nie chciał zgodzić się na emisję. Lis argumentował: To byłaby totalna manipulacja. A jak to dadzą w Wiadomościach, wyjdziemy na największych głupków w Polsce. Ja nie po to pracowałem na swoje nazwisko dziesięć lat, żeby to rujnować jeden wieczór. Po kilkunastu minutach prezes znów dał się przekonać. Kampania prezydencka zbiegła się z negocjowaniem przez Lisa nowego kontraktu w TVN. Pojawiły się wówczas pierwsze problemy. Lis miał nie prowadzić już dziennika od poniedziałku do piątku, tylko cztery raz w tygodniu. Wiele lat później stwierdził, że byłoby to takie odcinanie go po plasterku. Zaczął się niezrozumiały dla Lisa okres wysyłania go na przymusowe urlopy, ale on się tym nie zrażał. Po tygodniowych przerwach, gdy wrócił do TVN nowy grafik wyglądał tak, jakby nic się nie stało. W TVN Mariusza Waltera zastąpił syn Piotr. W czerwcu 2001 roku Tomasz Lis przygotowywał "Fakty" z Kijowa i z Lwowa. We wrześniu 2001 Lis prowadził najdłuższy w swoim życiu dziennik. Było to po słynnych atakach terrorystycznych w USA. 23 września 2001 Lis przez ponad 4 godziny ze studia TVN24 prowadził pierwszy w historii TVN i TVN24 Wieczór Wyborczy. Były relacje reporterów ze wszystkich sztabów wyborczych, łączenie na żywo z prezydentem Kwaśniewskim, o godzinie 20:00 najbliższe prawdzie ze wszystkich mediów sondaże. Podział mandatów w sejmie i senacie, zwycięzcy w największych miastach. Kilka tygodni później Lis przygotowywał reportaż o nowym premierze. "Kim jest Leszek Miller" - miał brzmieć tytuł. W 2002 roku Tomasz Lis przeprowadzał wywiad z amerykańskim prezydentem Georgem Bushem juniorem. W sierpniu "Fakty" relacjonowały papieską pielgrzymkę - znowu wydania wyjazdowe. We wrześniu 2002 specjalne wydanie "Faktów" ze strefy zero - rok po zamachach. Kilkanaście dni później dwa wyjazdowe wydania z Berlina z okazji wyborów w Niemczech. Potem dwa wydania z Pragi, ze szczytu NATO, a w grudniu dwa wydania ze szczytu NATO w Kopenhadze. Dużymi krokami zbliżała się wojna w Iraku. Tutaj "Fakty" w TVN spisały się o wiele lepiej niż siostrzana TVN24. Pierwsze poinformowały o wybuchu wojny. Studio "Faktów" zostało przemeblowane. Tomasz Lis prowadził wydania sprzed dużego telebimu. Pokazywał na mapie, gdzie są amerykańskie wojska, a zaproszony gość - mjr Michał Fiszer bezbłędnie przewidywał kolejne ruchy wojsk. We wrześniu 2003 "Fakty" nadawane były z Iraku. Wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego Dziś "Fakty" Tomasza Lisa kojarzą nam się w dużej mierze z wydaniami on-location, a było ich aż 32. Przygotowywane były m.in. z Brukseli, Berlina, Rzymu, Waszyngtonu, Moskwy, Kijowa, Lwowa, Nowego Jorku, Pragi, Krakowa, Kopenhagi, Bagdadu, Ottawy, czy Brukseli. Ekipa Tomasza Lisa była zawsze bardzo blisko najważniejszych wydarzeń, jak żaden inny program w kraju. "Fakty" pod przewodnictwem Tomasza Lisa to także rygor wobec współpracowników, który Internauci mieli okazję poznać, wysłuchując jak klnie na grafika, który tak przygotował mapkę z blokadami Leppera, że nic nie można było z niej odczytać. Wszyscy doskonale wiedzieli, że każdy szczegół musi być zapięty na ostatni guzik, by o 19:00 nie było żadnych niedomówień. I nie było, bo każde wydanie przygotowane było perfekcyjnie pod każdym względem. Niezrozumiałe wyrzucenie Lisa z Faktów Wraz z początkiem 2004 roku nadchodzi jednak kres Lisa w "Faktach". Anchor nieoczekiwanie znikna w styczniu z wizji i zostaje zawieszony w swoich obowiązkach. 10 lutego ostatecznie, ku zaskoczeniu wszystkich widzów, najpopularniejszy prowadzący dziennika w Polsce zostaje zwolniony. Po ponad sześciu latach pracy, nie dano mu się nawet pożegnać z telewidzami. TVN jako przyczynę wskazuje niedotrzymywanie warunków umowy. Zarzuca się Lisowi samowolę, zbyt wiele wystąpień u konkurencji bez zgody stacji. Umowa z TVN zabraniała dziennikarzowi udziału w reklamach, tymczasem trwała promocja jego książki "Co z tą Polską?". Ponadto Lis bez zgody TVN stworzył artykuł do "Wall Street Journal", a także brał udział w programach radiostacji TOK FM. Ważną przyczyną był również opublikowany w styczniu w "Newsweeku" sondaż PBS, z którego wynikało, że Tomasz Lis ma realne szanse na zwycięstwo w wyborach prezydenckich. "Szok, Muszę to przemyśleć. Zapytajcie mnie za rok, a najlepiej za dwa" - skomentował w "Newsweeku" zaistniałą sytuację. TVN uznała te słowa za dowód nielojalności dziennikarza. Jak twierdzą przedstawiciele TVN, Lis nie chciał odciąć się od pogłosek o ewentualnym kandydowaniu, przez co "Fakty" mogły być uznane za nieobiektywne. Co innego mówił jednak sam zainteresowany. Za oficjalną przyczynę wypowiedzenia uznano: "falę informacji o jego możliwym zaangażowaniu w życie polityczne" oraz "ewentualne zagrożenie bezstronności i wiarygodności informacji przekazywanych na antenie TVN". Po zwolnieniu z pracy Lis żądał odszkodowania w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia. Po rozwiązaniu z nim umowy stacja wypłaciła mu więc ponad 400 tys. zł, jednak żądał on jeszcze 200 tys. Stacja nie chciała wypłacić Tomaszowi Lisowi pozostałej części pieniędzy, ponieważ ten złamał warunki umowy. Uznano zatem, że odszkodowanie mu się nie należy. Ostatecznie na początku stycznia 2006 roku Tomasz Lis zawarł ugodę z TVN. Strony uzgodniły jednak, że jej warunki nie zostaną podane do wiadomości opinii publicznej. |
|
|
23 czerwca 2009Tomasz Lis dla tomaszlisnieoficjalnie.pl: Często starałem się powiedzieć coś ważnego 25 sierpnia 2008Podczas trzygodzinnej rozmowy Tomasz Lis opowiada o swoim powrocie do TVP, o kulisach pracy w TVN i Polsacie oraz o nowej książce. 26 września 2006W siedzibie Telewizji Polsat Tomasz Lis mówił o momentach próby w życiu dziennikarza, kiedy na szali kładzie się wszystko albo prawie wszystko. |