Tutaj jesteś:  Home Kontrowersje Mariusz Walter po wyrzuceniu Tomasza Lisa z TVN
Mariusz Walter po wyrzuceniu Tomasza Lisa z TVN
niedziela, 19 grudnia 2010 20:59

W badaniach, kto jest najlepszym dziennikarzem, najlepiej postrzeganym, a kto jest najmniej lubianym, pan Tomasz Lis ma zadziwiającą proporcję. O ile w pierwszej kategorii jest albo pierwszy, albo w pierwszej trójce, o tyle w drugiej klasyfikacji jest bezapelacyjnie pierwszy. (...)  On się oderwał od ziemi, jest ponad obowiązujące zapisy „jakiejś tam" nielogicznej umowy, które ograniczają ponoć jego prawa obywatelskie. (...) To larum, które próbuje podnosić pan Tomasz, że były naciski, a on był tym gwarantem niezależności... To nieprawda. (...) Czy pan sobie wyobraża, że kiedy mówi się potocznie: „Lis zbudował „Fakty” ", że to jest pełna prawda? To duże nadużycie. To efekt antenowy. Każdy w tej stacji wie, że jeśli chodzi o sprawy dziennikarstwa „Faktów", to już nie tylko Lis, a po drugie, gdy chodzi o odwagę decyzji czysto biznesowych i inwestycyjnych i wytrwanie przy nich, przy tym najdroższym z programów, to jest też w tym jakiś współudział zarządu, a tego nie ma w żadnej wypowiedzi Lisa. Ja nie akceptuję egocentryków!

 Lis jest taką jednostką niekontrolowalnej przez siebie samego ambicji, samokreacji, egocentryzmu, które być może po tym wszystkim mogą zostać przez niego zauważone. I w sumie Lis może spaść na cztery łapy, jeśli chodzi o swoje dalekosiężne plany. Bo dotąd nie doznał niepowodzenia. A dla równowagi powiem też szczerze, że uważam Lisa za niebywale utalentowanego dziennikarza, władającego zarówno słowem, jak i tekstem w sposób perfekcyjny. Do tego stopnia, że przy braku wewnętrznej kontroli, a tę utracił - myślę, że temu świadkowałem, a nawet to zauważyłem - jest w stanie przy pełnej sali udowodnić, że dwa razy dwa wcale nie jest cztery, tylko pięć, i wszyscy słuchaliby go z rozdziawionymi ustami. Jest żonglerem słowa, a nawet myśli, tylko to jest tak samo wspaniałe jak i niebywale niebezpieczne, jeżeli niczym nie jest ograniczone. On żyje w przekonaniu: ja mogę wszystko, nawet o wiele więcej niż wszyscy inni razem wzięci.

Mówiłem mu: panie Tomaszu, nie może pan przez cały tydzień prowadzić „Faktów", dlatego że w sytuacji, w której coś się stanie, stacja musi mieć innego zawodnika. Musi pan stworzyć przestrzeń rozwojową dla innych. Wtedy zazwyczaj słuchałem długiego wywodu, jaka jest wartość tego, że on to będzie robił od początku do końca, a na argument, że potrzebuję przestrzeni rozwojowej dla kilku innych kolegów i koleżanek i że muszę myśleć również o nich, otrzymywałem twarde ”nie". Prawda jest taka, że to nie jest konflikt o niezależność, to jest konflikt z człowiekiem chorobliwie ambitnym, egocentrycznym. 

Fragmenty wywiadu Piotra Najsztuba z "Przekroju"
Warszawa, 18 lutego 2004 r.