|
środa, 17 grudnia 2008 00:57 |
"Poprzedni odcinek programu oglądało 3 mln. 300 tys. widzów. Nie mówię o tym dlatego, że był to wynik wyjątkowy, tylko dlatego, że jest to wynik, który był równy średniej wg dwóch instytutów, które oglądalność badają. Program robi się dla widzów, więc ja jestem Państwu bardzo wdzięczny" - powiedział Tomasz Lis na zakończenie wczorajszego programu, odnosząc się w ten sposób do artykułów z poniedziałkowej prasy.
Przypomnijmy, "Dziennik" napisał, że politycy PiS-u w Zarządzie TVP szukają sposobu pozbycia się Tomasza Lisa z telewizji. Żeby nie złamać kontraktu, chcą wykazać, że oglądalność programu "Tomasz Lis na żywo" jest niższa od zapisanej w kontrakcie. Chcą to osiągnąć poprzez emitowanie w tym samym czasie na antenie TVP1 filmów z Agentem 007. James Bond ma przeciągnąć widzów do "jedynki". W tym samym czasie Polsat nadaje swój "Mega Hit", a TVN "Szymon Majewski Show".
Gdyby sprytnymi kruczkami udało się odciągnąć widzów od programu publicystycznego Tomasza Lisa, Zarząd TVP mógłby obwieścić, że nikt już Lisa nie chce oglądać i tym samym mógłby rozwiązać z nim umowę.
Tomasz Lis odniósł się także do innej sprawy: "Być może ktoś z Państwa pamięta program, który w tym studiu został nadany na początku września. To był drugi program w tym sezonie. Wtedy pokazaliśmy kasety dotyczące wydarzeń w Mielnie, gdzie rzekomo piłkarze, reprezentanci Polski, mieli pobić funkcjonariuszy policji. Parę gazet napisało, że kasety zostały zmanipulowane. Parę gazet zarzuciło mi osobiście, że ja dokonałem manipulacji. Mały cytat: jak powiedział w piątek PAP rzecznik koszalińskiej prokuratury Ryszard Gąsiorowski nagranie zostało zbadane przez biegłego, jest autentyczne, nie było w żaden sposób przerabiane - powiedział prokurator. Mówię o tym w tym programie, ponieważ nie mam żadnych wątpliwości, że żadna z gazet, która napisała to, co napisała, swoich kłamstw nie sprostuje i za kłamstwa nie przeprosi". |